Pani Natalia i jej mama-wdowa zmarły wiele lat temu.  Mieszkanie z urwanym balkonem stało puste. Poddasze nad nim było opuszczone, ponieważ właściciele mieszkali za granicą, a mieszkanie w parterze zamieszkiwane okazjonalnie, popadało w ruinę. Na dachu rosły brzozy, tynk się osypywał, w stropach dziury powiększały się z każdą ulewą.

Zaczęło się od tego „balkonowego mieszkania”. Po przeprowadzonej przez gminę sprawie spadkowej, odziedziczył je… skarb państwa, a następnie zostało skomunalizowane na rzecz gminy. Właściciel parteru przystał na zamianę na mniejsze, ale nie wymagające remontu. Poddasze za niewielką kwotę sprzedał właściciel zza granicy.

Później pozyskaliśmy różne dotacje i 5 mieszkań ma teraz nowych lokatorów.

Wspólnie z firmą Eden, dzięki życzliwości Dawida Fojta, na grobie pani Natalii i jej rodziców, ustawiony został pomnik nagrobny, a na każde święta zapalamy na nim znicze.

„Dom po Józiu” to kolejna historia. Kolejne remonty, dotacje, cztery mieszkania i kolejny nagrobek ufundowany przez firmę Eden.

Pani Gienia ostatnie trzy lata życia spędziła w DPS, ponieważ nie mogła już mieszkać sama, a w rodzinie nie było nikogo, kto mógłby zamieszkać z nią. Koszty utrzymania w DPS musiała pokrywać gmina, a pani Gienia odwdzięczyła się swoim domkiem. Malutkim, lichym, ale zadbanym, na ile to możliwe. Wymagał kapitalnego remontu. Znowu dotacje i nowa rodzina w starym miejscu. O grób zadbali krewni, a my tylko na każde święta zawozimy znicz.

Takich przykładów jest wiele. Ale na dziś, na Wielki Piątek może wystarczą te trzy…