W Gminie Wińsko została powołana straż gminna. Decyzja ta wzbudziła zainteresowanie mieszkańców i wiele pytań. Czym będzie zajmował się strażnik? Jakie otrzyma uprawnienia? Czy mieszkańcy powinni obawiać się mandatów i dodatkowych kontroli?

O zadaniach nowej formacji, powodach jej utworzenia oraz zasadach działania rozmawiamy z wójt Jolantą Krysowatą-Zielnicą.

Na wniosek wójt i po pozytywnym zaopiniowaniu przez Komendanta Wojewódzkiego Policji, została powołana straż gminna. Pojawiają się pytania: do czego, po co, komu jest ona potrzebna? Co jej będzie wolno, a czego nie? Ile to będzie kosztować i od kiedy?

– Przez najbliższe tygodnie będziemy edukować i uświadamiać mieszkańców. Potem pierwszy strażnik gminny zacznie działać w terenie i przy monitoringu. Mieszkańcy nie mają się czego obawiać. Przeciwnie. Większość z nas odetchnie z ulgą. Natomiast pewna grupa, która nie szanuje innych, będzie się musiała zdyscyplinować.

-Policja nie wystarczy?

– Gdyby wystarczała, nie powoływalibyśmy straży. Policji jest, ile jest. I tak jest lepiej, niż było. Można spotkać policjanta w Wińsku niemal każdego dnia, a nie raz w tygodniu, jak dawniej. Policjanci mają się czym zajmować. Poważnych wykroczeń i przestępstw niestety i u nas nie brakuje. Straż gminna będzie wspierać Policję i Urząd Gminy.

– W czym?

– Zgodnie z ustawą, w drobniejszych wykroczeniach i nieprzestrzeganiu prawa lokalnego. Np. mamy coraz więcej miejsc, przestrzeni publicznej urządzonej dla mieszkańców. Chociaż picie alkoholu w miejscach publicznych jest prawnie zabronione, kubły aż kipią od małpek. Jest ich pełno w trawie i pod ławkami. Nikt tego za darmo nie sprząta ani to samo nie znika. Obecnie stawka minimalna za godzinę pracy wynosi 31,40 zł. brutto, koszty pracodawcy (ZUS, fundusz pracy itd.) robi z tego kwotę 38 zł. Poświęcając na sprzątanie po piciu w miejscach publicznych tylko 1 godz. pracy dwóch osób dziennie, ponosimy koszt ok. 1500 zł. miesięcznie. Jeśli doliczyć jazdę od wsi do wsi, koszt ten się podwaja lub potraja. Tylko dlatego, że zamiast we własnym ogródku, na własnym podwórku, panowie chcą się napić w rynku lub na przystanku. Gmina nie ma na to innych pieniędzy niż te, które zbierze od mieszkańców. Dlaczego wszyscy mają sponsorować złe nawyki pewnej grupy?

Następna rzecz – wysypywanie śmieci gdzie popadnie. Montujemy foto – pułapki. To też koszt. Ale żeby to miało sens, trzeba je regularnie przeglądać. Godziny nagrań. Kto ma to robić? Ten sam urzędnik, który i tak jest zawalony robotą? Mit o piciu kawki i przekładaniu papierków, dawno przeszedł do historii.

– Na gminę zostały nałożone nowe zadania. Straż gminna pomoże?

– Tak to wymyślił ustawodawca (sejm, senat, prezydent), że wszystko zrzuca się na gminę. A jak gmina nie ogarnie, to płaci karę. Oczywiście z pieniędzy zebranych od mieszkańców.

Np. kontrole szamb. Czy mi się podoba, że część mieszkańców zrzuca ścieki na ogród sąsiada lub bezpośrednio do rowu? Oczywiście, że nie! Czy mi się podoba, że odpowiedzialność za kontrolowanie, upominanie i karanie spada na gminę? Tym bardziej nie! Chociaż Państwo Polskie posiada kilka instytucji z ochroną środowiska w nazwie, to na wasze podwórka posyła gminnych urzędników. Wierzcie mi, są to sytuacja czasami bardzo niebezpieczne. W wielu gminach w takich kontrolach uczestniczy policjant. U nas jest to niestety niewykonalne. Strażnik gminny, który ma inne uprawnienia niż urzędnik, będzie mógł w takich kontrolach uczestniczyć.

Następna zmora, którą musimy realizować – kontrola pieców. Znowu obowiązek narzucony gminie, znowu bez jednej złotówki na to nowe zadanie.

– Handel tu i tam …. Tu też będzie działać straż gminna?

– Tak, ale od razu prostuję plotki. Rolnik rozwożący ziemniaki czy kapustę po wioskach od domu do domu, zatrzymujący się na chwilę i dalej w drogę – jest legalny. Jeśli natomiast stanie na gminnym parkingu na pół dnia – musi zapłacić opłatę taką jak na placu targowym. Oczywiście jeśli na tym parkingu nie ma zakazu handlu. Podobnie jest z handlem obwoźnym, tzw. sklepami na kółkach. Jeśli docierają do wiosek, w których nie ma sklepów, przywożą ważne produkty, np. pieczywo, to chwała im za to. Zaspakajają jakąś potrzebę ludzką w sytuacji, w której stacjonarnym sklepom po prostu się nie opłaca lokować na wsi.

Tymczasem mamy sytuację nagminnego nadużywania tego prawa przez ludzi, którzy ani nie są rolnikami, ani nie mają zarejestrowanych sklepów na kółkach. Kupują ziemniaki na giełdzie i handlują pod marketem na gminnej działce, stojąc tam po kilka godzin dziennie. Czy to jest uczciwe wobec tych, który płacą podatki za powierzchnie sklepów, pensje i ZUS-y dla pracowników? Nietrudno być tańszym, jeśli się działa niezgodnie z prawem. Przypominam, że od handlu wszystkim i przez każdego jest nasz plac targowy, czynny w czwartki. Opłaty są niewielkie i są przeznaczane na jego utrzymanie. Jeśli natomiast ktoś handluje okazjonalnie, poza placem targowym, w inne dni niż czwartek, musi każdorazowo zgłosić to w gminie, upewnić się, że w tym miejscu wolno handlować i wnieść opłatę (taką jak na targu).  Jeśli tego nie zrobi, to oprócz opłaty, zapłaci mandat.

Od razu kary finansowe?

– Nie od razu. Za pierwszym razem jest upomnienie. Za drugim mandat. Musimy się nauczyć, że gminne to nie jest niczyje. Zarabianie czy dorabianie musi wiązać się z kosztami, niewielkimi, ale jednak. Czy wystawienie w miejscu publicznym 5 samochodów z napisem „na sprzedaż” i numerem telefonu do kontaktu to jest handel? Oczywiście, że tak. Ja nie dochodzę, jak skarbówka, czy jest to zarejestrowana działalność czy nie. Mnie interesuje opłata dla gminy, do naszej wspólnej kasy, za ten handel. Jeśli przez kilka tygodni stoją takie samochody na gminnej działce, to właściciel (handlarz) ma zapłacić za każdy dzień stawkę targową od każdego auta. Oczywiście po otrzymaniu zgody na to konkretne miejsce i konkretny czas.

– Czym straż gminna nie będzie się zajmować?

– Zgodnie z ustawą nie może wtrącać się w zadania policji, takie jak kontrola pojazdów w ruchu, nie może mierzyć prędkości, sprawdzać stanu technicznego, trzeźwości kierowców itd. Jeśli jakiś traktor włóczy przyczepę bez przeglądu, to niech się boi policji, bo straż gminna nic do tego nie ma. Jeśli natomiast ktoś parkuje niezgodnie z regulaminem, trzyma wraki na gminnych działkach, blokuje gminną drogę nielegalnym warsztatem samochodowym, to straż gminna do niego zapuka.

– Powołanie straży gminnej to też koszty. Zarobi na siebie?

-Kolejny mit. Na początek wystarczy jeden etat i to spośród osób już zatrudnionych. Żadnych nowych pieniędzy na nowego pracownika. Po prostu ktoś, kto już pracuje, dostanie nowe zadania i uprawnienia. Poza tym z puli zatrudnionych ktoś właśnie odszedł na emeryturę, ktoś zmienił pracę na lepiej płatną. Jeśli z czasem trzeba będzie zatrudnić doświadczonego strażnika z zewnątrz, to nie podniesie to kosztów funkcjonowania Urzędu.

Podkreślam, że straż gminna nie będzie osobną jednostką, instytucją z siedzibą, samochodami, telefonami. Nie. To 1-2 osoby w strukturze urzędu gminy. Tak jest to organizowane w małych gminach wiejskich i miejsko-wiejskich. Większe gminy (np. Trzebnica, Oława, Wrocław) mają osobne instytucje. Nam wystarczy ta najprostsza i najtańsza wersja.

– A co ze strażą gminną, jeśli okaże się niepotrzebna? Gdy wszyscy będą się zachowywać tak jak trzeba?

– Marzę o tym!